Emma i Brad leżeli w łóżku i oglądali kreskówki. Oboje w bieliźnie. Brad prezentował dumnie swoje tatuaże. Każde miało swoje znaczenie. Na przykład orzeł na klacie, zrobił go na wycieczce do Europy razem z najlepszym przyjacielem - Tony'm. Emma była jego drugą prawdziwą miłością. Szczupła, talia wąska, piersi duże, tyłek też w dobrych rozmiarach, piękna, inteligenta. Czego jeszcze sobie życzyć? Nie wiem.
Dla innych byli parą przykładową. Z pozoru idealną. Siebie nawzajem kochali, szanowali. Tak jak być powinno. Jak na razie się nie kłócili. Od zaręczyn. Czyli od 2 miesięcy. A byli ze sobą już 3 lata. Brad był starszy od niej o rok, miał 27 lat.
- Moja mama dzisiaj przyjeżdża. - oznajmiła Emma.
- Nie żartuj sobie. Kiedy się dowiedziałaś? Ona mnie nienawidzi!
- Wczoraj. Ale za to ja cię kocham i to się liczy. Wstawaj. Musisz jechać do pracy. Ja mam wolne dzisiaj. - i rzuciła w niego poduszką.
- Zrób mi kawę, słonko! - wykrzyknął już z łazienki.
Emma zrobiła śniadanie dla nich obojga. Brad pojechał do pracy. Sama zaczęła się ubierać. Mama ma być u nich o 16. Ma 6 godzin na zrobienie obiadu i posprzątanie domu.